Przemęczyłam. Ok, sama chciałam. Sięgnęłam na półkę i zdjęłam właśnie tą książkę. Ma żółtą okładkę i jest taka radosna. Wiedziałam, po przeczytaniu fragmentu, że będzie to lektura łatwa i przyjemna. Hm… w pewnym sensie była, ale jak na ironię czytałam ją dwa razy dłużej, niż taką książkę, która byłaby naprawdę ciężka niczym ołów. Ta jest lekka do bólu. Jest to historia pewnej rozwiedzionej Pani, która zakochuje się w swoim szefie. Wspomniana Pani ma dwoje dzieci, które to szczerze tego szefa nienawidzą i robią wszystko aby owa Pani się z tym osobnikiem nie spotykała. Seria perypetii z udziałem potomków oraz Pana Szefa sprawia, że mamuśka dostaje prawie formalny zakaz utrzymywania prywatnej relacji ze swoim szefuńciem. Dodam jeszcze, że główna bohaterka utrzymuje bardzo poprawne a wręcz zażyłe stosunki z byłym mężem. Mimo, że zdradzał i oczy ma dookoła głowy to główna bohaterka nadal ma dużo ciepłych uczuć do byłego męża. Słowem sielsko – anielsko. Momentami, aż się flaki przewracają.Powstaje pytanie – to po co się katowałaś? Odpowiedź jest następująca – miałam nadzieję, że się wyprostuje. Chwilami pojawiały się rzeczywiście fajne momenty. Udało się wpleść w banalną historię kilka naprawdę interesujących sytuacji. Ponadto jeżeli ktoś chce się odmóżdżyć to ta lektura spełnia tą funkcję fenomenalnie. Wszystko się dobrze kończy, wszelkie problemy się rozwiązują – same bądź z pomocą. Każdy znajduje swoją drugą połówkę, winni zostają ukarani. Śmierć przynosi ukojenie. Słowem – taka bajeczka dla sfrustrowanych dorosłych.